Świat

Turystyka w Hiszpanii: Dlaczego Hiszpanie stawiają opór

  • 21 lipca, 2024
  • 6 min read
Turystyka w Hiszpanii: Dlaczego Hiszpanie stawiają opór


  • Autor, Nick Beake
  • Rola, Korespondent europejski
  • Raportowanie z Majorka

Jeżeli tego lata uda Ci się przedrzeć na jedną z plam słonecznych na Majorce, będziesz świadkiem dwóch niepowstrzymanych sił.

Pierwszym z nich, starym jak świat, były fale Morza Balearskiego, metodycznie zmywające z ziemi starannie budowane zamki z piasku.

Drugim, bardziej współczesnym zjawiskiem jest tsunami turystyki, które zagraża pochłonięciem wszystkiego, co stanie na jego drodze.

Każdy cal plaży jest zajęty. Znalezienie miejsca parkingowego jest jak trafienie w złoto.

Jeśli zbyt długo opuścisz solarium, twoje rzeczy zostaną bezceremonialnie rozrzucone, aby zrobić miejsce długiej kolejce potencjalnych uzurpatorów.

Wszystko to są oznaki szaleństwa, które widać i słychać na całej wyspie, czego przykładem są nieustanne sygnały urządzeń do płatności zbliżeniowych dochodzące z zatłoczonych hoteli, restauracji i barów.

Chór handlowy napędzany rekordową liczbą odwiedzających.

Jeśli jednak jest to opowieść o kolosalnym bogactwie, które spływa na przedsiębiorczą społeczność hiszpańską, to Sonia Ruiz z pewnością nie podzieliła się nim z nikim.

Spotykamy się z 31-letnią matką dziecka w parku położonym kilkaset metrów od brzegu morza w stolicy, Palmie.

Jej czteroletni syn Luca bez większego problemu pokonuje zjeżdżalnie na placu zabaw.

Ale Sonia naprawdę się męczy. Jej gospodarz poprosił ich o wyprowadzkę, a ona mówi, że znalezienie nowego miejsca jest niemożliwe.

„Nawet zatrzymuję ludzi na ulicy i pytam, czy coś mają, bo zbliża się dzień, w którym będę musiała opuścić mieszkanie, a ja po prostu widzę siebie i mojego syna bezdomnych, bo nie ma absolutnie nic”.

Sonia i jej partner są w separacji, jednak zmuszeni są zamieszkać razem, gdyż nie stać ich na płacenie czynszu, mimo że zarabiają łącznie 2400 euro miesięcznie.

„Proszą o depozyty na kilka miesięcy. Niektórzy nawet powiedzieli mi, że nie chcą dzieci, nie chcą zwierząt. I tak wiele osób szuka.”

Podobnie jak tysiące mieszkańców Majorki, Sonia protestowała w ten weekend przeciwko gwałtownemu wzrostowi turystyki, która jest uważana za przyczynę gwałtownego pogorszenia warunków życia miejscowej ludności.

Aktywiści twierdzą, że przyczyną gwałtownego wzrostu kosztów mieszkaniowych jest ogromna liczba domów i mieszkań kupowanych przez cudzoziemców lub przynajmniej wynajmowanych im na duże części lata.

„Nie da się utrzymać takiego modelu” – wyjaśnia 25-letni Pere Joan Femenia przed katedrą w stolicy Majorki, Palmie.

Należy do ruchu o nazwie „Menys Turisme, Més Vida”, czyli „Mniej turystyki, więcej życia”.

Twierdzi, że bezprecedensowa liczba turystów nie tylko uniemożliwia mieszkańcom dostęp do rynku mieszkaniowego, ale także zanieczyszcza przestrzeń publiczną, usługi publiczne i zasoby naturalne.

„Firmy zmieniają się z tych sprzedających tradycyjne produkty w korporacje międzynarodowe sprzedające lody, a my tracimy swoją tożsamość. Chcemy zachować naszą kulturę” – mówi.

Pere wskazuje na port, znajdujący się daleko za rzędami ulicznych sprzedawców i tłumami wypełniającymi plac, wyjaśniając, że niektóre statki wycieczkowe codziennie wypuszczają na wyspę nawet 12 000 turystów.

Twierdzi, że to mit, iż Majorka potrzebuje stale rozwijającej się turystyki, aby przetrwać, i że rzeczywistość jest taka, że ​​wielu mieszkańców szykuje się do wyjazdu na stałe, ponieważ nie stać ich już na pobyt tutaj.

Pere twierdzi, że wprowadzenie ograniczeń w liczbie przylotów samolotów i przypływów statków wycieczkowych natychmiast zmniejszy presję na wyspę.

To żądanie będzie stanowić część haseł i transparentów noszonych w Palmie podczas protestu w ten weekend.

Narodowy Instytut Statystyczny Hiszpanii podał, że w ubiegłym roku Baleary odwiedziło 14,4 mln turystów zagranicznych, z czego zdecydowanie największą popularnością cieszy się Majorka, a tuż za nią jest Minorka i Ibiza.

Instytut podaje, że liczba zagranicznych turystów odwiedzających archipelag wzrosła o 9,1% w porównaniu z rokiem 2022, a ich wydatki wzrosły jeszcze bardziej – o 16,4%.

Aktywiści twierdzą, że jeśli weźmiemy pod uwagę również turystów z Hiszpanii, w tym roku Baleary może odwiedzić 20 milionów osób.

Doszło do demonstracji w innych miejscach na kontynencie, w Maladze, a także na Wyspach Kanaryjskich. Hiszpańskie magnesy turystyczne starają się teraz odeprzeć pozornie nieubłagany potop.

Niektóre brytyjskie gazety sporządziły listy „niebezpiecznych miejsc na wakacje”, których należy unikać latem 2024 r.

Na zatłoczonej plaży w Magaluf, od dawna ulubionym miejscu wypoczynku milionów brytyjskich urlopowiczów, rodzina Green z Rotherham radośnie wiosłuje.

To pierwsza zagraniczna podróż taty Adama, choć nazywanie jej „wakacjami” może być naciągane, ponieważ on i jego żona zajmują się swoją siódemką dzieci.

„Jest gorączkowo, ale dajemy radę. Poza upałem jest wspaniale” – mówi.

Pytam, czy słyszeli o trwających tam protestach i czy skłoniły ich do zastanowienia się, zanim przyjadą na Majorkę.

„Widziałam o tym trochę w wiadomościach”, mówi Charlotte, „ale starałam się tego nie oglądać, bo nie chciałam się stresować i zniechęcić do przyjścia, bo już zarezerwowałyśmy i zapłaciłyśmy”.

A co z głównym przesłaniem argumentacji lokalnych protestujących, że rozwijająca się turystyka ma ogromnie negatywny wpływ?

„Czy turyści nie promują tego miejsca i nie zarabiają na nim pieniędzy?” – pyta Adam.

„Ludzie podróżują po całym świecie i to jest to. Bez turystów nie byłoby pracy, płac, nic. Są od tego uzależnieni, prawda?”

Skontaktuj się z nami

Jesteś protestującym, lokalnym mieszkańcem lub turystą? Skontaktuj się z nami, aby podzielić się swoimi poglądami i doświadczeniami.


Źródło